02/03/2016

Frank-Cars zaspokaja palące potrzeby

Częstochowska firma Frank-Cars jest znana przede wszystkim jako miejscowy dealer Forda, ale podobnie długo, tj. od ok. 15 lat, zajmuje się produkcją zabudów. Wybrała sobie przy tym zaszczytną, ale niełatwą specjalność: lekkie pojazdy strażackie, przede wszystkim dla straży ochotniczych, stopniowo wymieniających sprzęt na nowocześniejszy. Nadwoziarze mają tu zadanie utrudnione na wiele sposobów.

Zamówienie można zdobyć w wyniku przetargu, wydaje się, że każdy ma równe szanse, ale w praktyce to dokładne zrozumienie zapisów jest kluczem do sukcesu. Strażacy-ochotnicy nie muszą się znać na SIWZ, urząd gminy nie musi znać się na samochodach strażackich - w rezultacie w biuletynach zamówień pojawiają się dokumenty dalekie od precyzji sformułowań. Jeśli rzecz dotyczy pojazdów do 3,5 t, z reguły pojawia się też konflikt interesów pomiędzy nadziejami klienta na zmieszczenie maksymalnie wielu pozycji wyposażenia, a możliwościami technicznymi podwozia. We Frank-Cars nauczono się czytania ze zrozumieniem, ale jeśli zanosi się na przeciążenie, próbuje się wyjaśnić, czy aby na pewno wszystko jest potrzebne na raz! Pomagają też proste chwyty uzgadniane z zamawiającym, np. jeśli wybrać podwozie z podwójną kabiną 5-osobową, z 2 miejscami z przodu, uzyskuje się pokaźne oszczędności na masie własnej.

Jeśli wszystko jest dograne po stronie wymagań, ich spełnienie jest ułatwione przez dopracowaną przez lata konstrukcję lekkich, klejonych nadwozi sprzętowych, montowanych z reguły na Fordach Transit kolejnych generacji (także w wersji 4x4). Wykorzystano w nich maksimum elementów ze stopów aluminiowych, starając się także o utrzymanie zwartych wymiarów zewnętrznych i dzięki takim oszczędnościom można zmieścić się w limitach przepisów nawet w trudnych przypadkach. Pomaga także kultura wykonania. Dział produkcji nadwozi Frank-Cars powstał w oparciu o fordowską blacharnię i lakiernię, dzieli z nią budynek, ale nie pomieszczenia. Ma osobną halę montażu, w razie natłoku zamówień są do dyspozycji dodatkowe powierzchnie, tak że można spokojnie obsłużyć kilkaset zleceń rocznie. Powstają tu także pojazdy dla straży miejskiej i samochody warsztatowe, podjęto także z dobrym rezultatem montaż kontenerów i chłodni, z wykorzystaniem paneli Aluvan. Agregaty chłodnicze Zanotti dostarcza ?po sąsiedzku? Frigopol.

Frank-Cars jest firmą na tyle renomowaną w swej strażackiej specjalności, że realizuje także zamówienia PSP. Ostatnio zasłynęła wykonaniem w sumie 19 lekkich samochodów ratownictwa wysokościowego na bazie pikapów 4x4 Ford Ranger. Warunki przetargu były tak trudne, że w 1. podejściu nie udało się wybrać wykonawcy; w powtórnym postępowaniu ?zwiększenie skuteczności prowadzenia długotrwałych akcji ratowniczych" zlecono właśnie Frank-Cars. Zabudowa nie jest w tym przypadku szczególnie skomplikowana, z zewnątrz wydaje się sprowadzać do zamontowania hard-topa oraz zainstalowania z przodu osłony nadwozia z wyciągarką, a z tyłu haka holowniczego. Diabeł tkwi w szczegółach i bardzo drobiazgowych wymaganiach zamawiającego, Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej w Krakowie. Na laminatowej nadbudówce znajduje się bagażnik dachowy, pełniący także funkcję podestu roboczego ? wymagano udokumentowanej nośności 150 kg, co mógł spełnić tylko produkt marki Road Ranger. Przednie orurowanie i belka haka (a jednocześnie dodatkowy zderzak) też mają swoje specjalne zadania: po obu stronach są po 2 punkty do mocowania sprzętu ratownictwa wysokościowego. Tego są całe worki, dosłownie, poszczególne rodzaje lin zestawu alpinistycznego są spakowane w wyraźnie opisane pokrowce i pojemniki. Trójnóg ratowniczy, wciągarka ręczna, bloczki, wszystko to można rozłożyć szybko na miejscu akcji, by ściągnąć nieszczęsną ofiarę na dół lub wyciągnąć do góry, a w tym drugim przypadku uwzględniono także przypadki ugrzęźnięcia w kominie jaskini czy mniej romantycznej studzience. Dostęp do poszkodowanego może wymagać zrobienia miejsca wokół, do czego są stosowne narzędzia ręczne i hydrauliczne. Na pokładzie mieści się także zestaw ratownictwa z defibrylatorem i respiratorem oraz sprzęt do usztywnienia i ogrzania ciała ofiary, aparaty ochrony dróg oddechowych. Ponieważ tego ?pokładu? w pikapie z podwójną kabiną nie jest dużo. We Frank-Cars musieli nieźle ruszać głowami, nad którymi przez cały czas stali przedstawiciele zamawiającego, kontrolując każdy etap i każdą pozycję wyposażenia. Ta współpraca nie zawsze układała się w duchu porozumienia i współpracy, ale w firmie przyznają teraz: jeśli miałoby się coś zdarzyć, to niech w akcji biorą udział właśnie ci strażacy, którzy nieugięcie bronili każdej literki zamówienia.

W 3 samochodach z tego przetargu zamontowano dodatkowo system łączności ze śmigłowcem pogotowia, co wymagało także prób praktycznych z udziałem wszystkich typów śmigłowców stosowanych przez LPR.

Przetarg na ratownicze pikapy był jednym z trudniejszych w historii Frank-Cars. Zamawiający miał bardzo sprecyzowane wymagania i pilnował ich realizacji, wykonując inspekcje na kilku etapach produkcji. Częstochowska firma jest dumna z ostatecznego efektu: powstały pojazdy skuteczne w działaniu i "strażakoodporne". Większość wyposażenia to liny różnej długości, przewożone w workach, kosztowniejsze pozycje są pakowane w łatwo dostępne skrzynie. Samochody mają LED-owe oświetlenie miejsca akcji, dodatkowe oświetlenie na miejscu dowódcy i przenośny reflektor.

Najpopularniejsza zabudowa Frank-Cars to strażacki kontener z żaluzjowymi schowkami na podwoziu Transita: jest takich kilkaset w Polsce. Konstrukcja jest starannie przemyślana pod kątem masy własnej: wymiary zewnętrzne są utrzymane w ryzach, do wykonania stosuje się profile ze stopów lekkich.